Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Pamięci profesora Marka Latoszka (1936-2015)

Sławomir Cenckiewicz 14:06 16 lutego 2015
screen ze strony solidarnosc.gda.pl/ fot. Adam Chmielecki
SŁAWOMIR CENCKIEWICZ |13 lutego 2015 r. zmarł wybitny Gdańszczanin i socjolog prof. dr hab. Marek Latoszek. Był m. in. kierownikiem Zakładu Socjologii Medycyny i Patologii Społecznej Akademii Medycznej w Gdańsku, profesorem i założycielem Katedry Socjologii w Kaszubsko-Pomorskiej Szkole Wyższej w Wejherowie (2003 r.), działaczem Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, prezesem Gdańskiego Towarzystwa Naukowego, członkiem Komitetu Socjologii PAN, Komitetu Etyki w Nauce przy Prezydium PAN i Komitetu Pamiętnikoznawstwa PAN, laureatem wielu nagród i wyróżnień.

Najbardziej znany był jednak z socjologicznych badań na temat społeczno-gospodarczych przyczyn Sierpnia ’80, „genezy i roli Solidarnościi” oraz patologii transformacji. Jego książka „Sierpień ’80 we wspomnieniach, relacje z Wybrzeża” (Gdańsk 1991) należy do najważniejszych prac rekonstruujących poglądy i postawy robotników w przededniu Sierpnia ’80 i w czasie Wielkiego Strajku.

Poznałem go w czasach pracy w gdańskim IPN i dłuższy czas z nim współpracowałem. Jednym z owoców naszej znajomości była publikacja „„Solidarność” w imieniu narodu i obywateli” (praca zbiorowa pod red. Marka Latoszka, Kraków 2005, Wydawnictwo Arcana).

Był badaczem odważnie formułującym myśli i wnioski, nie bojącym się cytowania politycznie niepoprawnych pamiętników i relacji Anny Walentynowicz, Krzysztofa Wyszkowskiego czy Joanny i Andrzeja Gwiazdów, co w latach 90. należało do rzadkości. Był współtwórcą konstrukcji naukowej o Pomorskim Modelu Obrony Czynnej (PMOC), czemu poświęcił sporo uwagi w swoich pracach. W moich zbiorach odnalazłem jeden z tekstów Profesora na temat PMOC, który chyba nigdy nie został wydany drukiem. Niech będzie pamiątką i wspomnieniem po tym wspaniałym a jednocześnie bardzo skromnym człowieku.

Cześć Jego pamięci!

Marek Latoszek

Świadomość społeczno-polityczna trójmiejskiej opozycji w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych (szkic do zagadnienia)

Na temat oporu społecznego i opozycji pojawia się coraz więcej solidnych monografii żeby wymienić tylko książki Jerzego Eislera o Marcu’68 i Grudniu’70 oraz Piotra Zaremby o Ruchu Młodej Polski. Warto też wspomnieć o trzech tomach opracowań dotyczących gdańskiej opozycji i „Solidarności” przygotowanych przez Lecha Mażewskiego i W Wojciecha Turka, serię prac źródłowych wydanych przez Archiwum Solidarności w Warszawie a także pracę zbiorową pod moją redakcją Solidarność dwadzieścia lat później. Specjalnymi prawami rządzą się relacje wybitnych liderów, w autorskich publikacjach i wywiadach rzekach, z reguły nie recenzowanych (np. książki Lecha Wałęsy, Andrzeja Gwiazdy, Anny Walentynowicz).

Do tej pory sporo jest niewykorzystanych materiałów faktograficznych: kalendariów, zarejestrowanych wydarzeń epizodycznych, deklaracji ideowych i programowych ugrupowań, a także polemik w wydawnictwach podziemnych. Warto zaznaczyć, że wiele tez i uogólnień formułowanych było w oparciu o okazjonalne wypowiedzi osób znaczących, przy czym fakty w tych relacjach zmieniały się w różnych okresach, np. z okazji obchodzonych rocznic. Tego typu materiał, należycie nie zweryfikowany ma wątły charakter źródłowy.

Metodologia porządkowania i klasyfikowania materiałów i źródeł jest jeszcze przed nami. Duże oczekiwania można wiązać z działalnością Instytutu Pamięci Narodowej w zakresie dostarczania nowej wiedzy archiwalnej, do tej pory utajnionej, z nadzieją, że uzupełni ona obraz opozycji i życia podziemnego, jako że było ono penetrowane i rejestrowane, a ponadto SB usiłowała poprzez wypracowaną taktykę wpływać na ukierunkowanie działalności opozycji metodą skłócania i prowokacji.

Perspektywa socjologiczna w większym stopniu niż na faktach koncentruje się na uwarunkowaniach zjawisk politycznych, ich ewolucji i prawidłowościach, nie tylko zresztą jako działalności zaprogramowanej i świadomej. Z pewnością łatwiej docierać do zachowań, a nawet do stojących za nimi mechanizmów, niż do świadomości. Z kolei poglądy i postawy są łatwiej uchwytne niż normy i wartości, które stanowią dla nich jak gdyby matryce.

Gdybym miał zdefiniować swoją pozycję jako badacza, to widziałbym siebie raczej w roli outsidera, czyli obserwatora, a nie uczestnika; przy czym każda z tych dwóch ról ma swoje walory: dystans poznawczy (co nie oznacza obojętności) vs obserwacja uczestnicząca i przeżywająca.

Stworzenie konstruktu Pomorskiego Modelu Obrony Czynnej (PMOC) pozwala rozpatrywać w sposób systemowy gdańską opozycję jako koalicję samodzielnych podmiotów reprezentujących różne programy ideowe i połączonych celem zainwestowania swych dążeń w uruchomienie masowego ruchu robotniczego, który się wyłonił na podstawach narodowo-obywatelskich i religijnych jako „Solidarność”. Ugrupowania wchodzące w skład opozycji gdańskiej różniły się w sposób zasadniczy: założeniami, strategią i praktyką od opozycji warszawskiej, która w jednym ze swych głównych wariantów stawiała na „reformę od góry” w porozumieniu z liberalną frakcją PZPR, w dążeniu do wyprodukowania „socjalizmu z ludzką twarzą”.

Można mieć jednak wątpliwość co do tezy, iż model gdański stał się wzorcowy dla całej Polski, a także co do tego, że wszystkie ugrupowania stanowiąc jego strukturę uzgodniły swe priorytety i stosowały tę samą metodę działania w postaci presji na nielegitymizowaną władzę w artykułowaniu żądań narodowych. Wystarczy przywołać znaną wypowiedź Joanny Dudy-Gwiazdy z 1981 roku, iż: „KOR był dla nas autorytetem moralnym i parasolem”. Także Bogdan Borusewicz deklarował wobec niego lojalność, co nie znaczy, że ludzie WZZ-tu byli wobec KOR-u dyspozycyjni. W tym układzie Ruch Młodej Polski w największym stopniu wyrażał ideologię modelu. Wolne Związki Zawodowe były stosunkowo najbardziej rewolucyjne, a Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie najbardziej ugodowe. Z kolei gdańscy liberałowie szukali dla siebie specyfiki w orientacji na sprawy gospodarcze.

Relacje pomiędzy poszczególnymi podmiotami wymagały nieustannego kompromisu w odniesieniu do orientacji ideowej, taktyki oraz praktyki konspiracyjnej. Aż trudno uwierzyć, że w tej sytuacji udało się zachować „chwiejną” lecz względnie trwałą równowagę. Do kategorii napięć, które mogły zakłócać funkcjonowanie modelu jako systemu można ewentualnie zaliczyć:

– Po pierwsze – próby penetracji agenturalnej zarówno opozycji, jak też zakładów pracy (świadczą o tym rozprawy naukowe i artykuły prasowe na temat rozpracowywania ruchów opozycyjnych, środowisk i zakładów pracy);

- Po drugie – nacisk przywódców KOR-u na zachowanie linii lewicowej w oddziaływaniu na robotników, oraz „odporności” na wpływy „totalitaryzmu narodowego”;

– Po trzecie – nacisk Konfederacji Polski Niepodległej (ale i po części ROPCiO, a później np. Klubów Służby Niepodległości), idący w kierunku insurekcyjnym oraz uoficjalnienia działalności partyjnej jako alternatywy dla idei samoorganizacji społecznej;

– Po czwarte – indywidualne kontakty działaczy ZK-P z władzą, określane czasem jako „rozumna ugoda”.

Wydaje się, że można wyróżnić następujące czynniki integrujące, które określały funkcjonowanie Pomorskiego Modelu Obrony Czynnej:

PMOC nie nastawiał się na kolektywne działanie. Nie było też jednego ośrodka przywódczego, ani charyzmatycznego lidera, który zdominowałby pozostałych partnerów. Zasadą było „robienie swojego i po swojemu” przy wzajemnym wpływie i uczeniu się oraz koegzystencji w sytuacjach uzgodnionych, co do priorytetów: akcje protestacyjne, wspieranie się w sytuacjach represji, działania protestacyjne itp. Można postawić hipotezę, że tak postrzegana funkcjonalność modelu wynikała także z cech ludzkich i nieapodyktycznych osobowości, osobistego dogadywania się i wzajemnego zaufania.

Fenomen PMOC polegał nie na jedności dosłownej, lecz raczej na wypracowaniu koncepcji „jedności w różnorodności”. O ile dla RMP wartości narodowe były centralne, to zapewne w przypadku niektórych ludzi WZZ-tów przedkładano wartości lewicowe o proweniencji PPS-owskiej. Pod tym względem były także z całą pewnością różnice w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, gdyż może nawet większość działaczy nie podzielała endeckich poglądów lidera Lecha Bądkowskiego. Z kolei dla liberałów priorytet stanowiły wartości kapitalistyczne. Co zatem spajało tak różnorodne ideowe opcje? Nie jest to do końca zbadane. Można przypuszczać, że łatwiej było uzgodnić stanowisko odnośnie powszechnego obowiązywania w opozycji kilku uzgodnionych norm, jak np. walka z systemem komunistycznym, nie insurekcyjna taktyka połączona z samoorganizacją, czy dobór pokojowych środków działania.

Ludzi z gdańskiej opozycji cechowała wówczas otwartość, czyli szukanie raczej sojuszników niż wrogów, oraz innowacyjność w postaci zdolności łączenia różnych elementów w aspekcie adaptacji skutecznych narzędzi – zaliczyłbym do nich przede wszystkim doskonalenie doświadczeń WZZ-tów śląskich przez Krzysztofa Wyszkowskiego, który był „antymonopolistą” i prekursorem związania z prawicą (jego postawa zdecydowała w dużym stopniu o ich późniejszym kształcie). Należy koniecznie uwzględnić wyniesione z lekcji Grudnia`70 doświadczenie samoorganizowania się robotników w formule strajku okupacyjnego. Jak wiadomo, nośną ideą wykorzystywaną w tym czasie przez opozycję stanowiły prawa człowieka, które były bardzo niewygodne dla władzy, a popularne wśród inteligencji, a więc sprzyjające współdziałaniu z nią.

Charakterystyczną cechą był pragmatyzm w działaniu: założenie, że samoograniczająca się rewolucja wzbogacona o doświadczenia ze strajków ma szansę na sukces, a zatem nie trzeba wnosić świadomości z zewnątrz, w znaczeniu uświadamiania robotników od podstaw (chodziło o wpływy KOR-u). Istotną kwestią było trafienie w odpowiedni moment, gdyż robotnicy byli wstrzemięźliwi z okazywaniem bojowych zachowań, np. w czasie manifestacji, czy składania wieńców pod bramą stoczniową. Szukano też wsparcia i sojuszników przede wszystkim w liczących się środowiskach duszpasterskich w Kościele (np. ks. Hilary Jastak, ojciec Bronisław Sroka, o. Ludwik Wiśniewski, ks. Józef Zator-Przytocki, ks. Stanisław Bogdanowicz, a później w Sierpniu`80 ks. Henryk Jankowski) i środowiskach intelektualnych, np. w stowarzyszeniach naukowych.

W sumie przedkładano działalność praktyczną przed teoretyczną, poszukiwano metod i koncepcji, które mogą sprawdzić się w działaniu. Oczywiście nie można tu pominąć pracy formacyjnej i udziału w niej takich wydawnictw, jak np. „Robotnik Wybrzeża”, czy „Bratniak”.

Być może, można zaobserwować większy niż w Warszawie udział młodego pokolenia wśród członków RMP, czy WZZ (przykładem może być niedoceniony dotychczas przywódca strajków w Stoczni Gdyńskiej – Andrzej Kołodziej). Należy też pamiętać o roli SKS-u, a zatem takich działaczy studenckich, jak Piotr Dyk, Błażej Wyszkowski, Andrzej Słomiński, Damian Kobzdej (z niektórymi stykałem się osobiście w Akademii Medycznej w Gdańsku). Niestety brakuje danych na temat rozmów młodych inteligentów z młodymi robotnikami, a informacja o tym byłaby bardzo ciekawa.

Nie ulega wątpliwości jednak, że obalenie komunizmu w Polsce było przede wszystkim zasługą samoorganizacji robotników i ruchu społecznego „Solidarność”, najpierw w formule nieoficjalnej podczas protestów, a później, po zarejestrowaniu – w formalnej. Szczególne zasługi położył w tym dziele przywódca strajku Lech Wałęsa. Opozycja polityczna, i to nie tylko gdańska, została przez ruch solidarnościowy zdominowana do czasu kolejnych jego transformacji, kiedy to pod koniec lat osiemdziesiątych ruch przekształcał się z formuły „solidaryzmu masowego” w „solidaryzm elitarny”. Nie można tu też zapominać o takich zjawiskach jak, infrastruktura więzi nieformalnych w środowiskach robotniczych powodujących, że Gdańsk nie był miastem zatomizowanym.

W III RP wystąpiła raczej tendencja do marginalizowania roli robotników i ich zasług w kontekście działalności opozycji. Badania realizowane przeze mnie ukazują zjawisko od innej strony, tj. jak wygląda obraz opozycji w świadomości robotników oraz społeczeństwa. Przedmiotem mojej analizy były nadesłane na konkurs w 1980 roku pamiętniki robotników. Rozpatrywałem je również pod kątem zawartej w nich frekwencji nazwisk ludzi opozycji. Pamiętniki pokazują swoisty proces selekcji jaki dokonywał się w świadomości strajkujących. Ten proces objął zarówno tych, którzy położyli zasługi w przygotowaniu fazy gotowości strajkowej, a nie znaleźli się na kartach wspomnień – np. Bogdan Borusewicz, jak też ludzi odgrywających ważną rolę w instytucji MKS-u – np. Andrzej i Joanna Gwiazdowie, oraz Bogdan Lis. Nawet Anna Walentynowicz, która „zapaliła przecież iskrę” jako przyczynę bezpośredniego strajku w Stoczni Gdańskiej, nie stanowi mimo to w pamiętnikach postaci pierwszoplanowej. Nieobecni są w nich zupełnie eksperci reprezentujący środowiska intelektualistów. Cała uwaga strajkujących – jak się okazało – skupiona była na dwóch przywódcach, którzy odegrali rolę wiodącą w kierowaniu protestem w centrach strajkowych Stoczni Gdańskiej i Stoczni Gdyńskiej (Lech Wałęsa i Andrzej Kołodziej), przy czym Wałęsa legitymizowany jest już powszechnie przez strajkujących jako przywódca całego ruchu. Należy się jednak strzec przed uogólnieniami, gdyż pamiętniki nie stanowią próbki reprezentacyjnej.

Interesującym źródłem poznawczym jest również egzemplarz „Życia i Myśli” nr 9/10 z 1981 r., który został wstrzymany przez cenzurę i poszedł w całości na przemiał. Wówczas to ze zrealizowanego przez gdański PTS pierwszego sondażu ankietowego w 1981 r., na próbie reprezentacyjnej 800 mieszkańców Gdańska, dotyczącego poglądów na uwarunkowanie kryzysu społeczno-politycznego w Polsce, dowiedzieliśmy się również jak hierarchizowane są wydarzenia o szczególnym znaczeniu dla Polski i Polaków. Wymieniono sześć takich wydarzeń, dwa pierwsze były najczęściej wymieniane, tj. kryzysy społeczno-polityczne – 67%, oraz wybór Papieża i Jego wizyta w Polsce – 53%. Na powstanie i działalność ugrupowań opozycji demokratycznej wskazało 2% respondentów, co może oznaczać, że około 6 tys. osób przypisywało temu zjawisku jakieś znaczenie – i to tylko minimalnie mniejsze niż zmianie przywódców rządu i partii. Z ostatniego zestawienia tych dwóch faktów widać wyraźnie jak wielką klęskę poniosła propaganda PRL-owska, która usiłowała po raz kolejny wmówić społeczeństwu, że zmiana na stanowisku I sekretarza będzie stanowić receptę na kryzys i odmianę sytuacji. Należy też popatrzeć na to w kontekście agresywnej kampanii i etykietowania opozycji; to, że jakiś procent wypowiedział się o niej pozytywnie jest z pewnością sukcesem na jaki sobie zapracowała. Z drugiej strony wydarzenie to zostało jednak potraktowane jako podrzędne pośród innych.

Bilansując wpływ gdańskiej opozycji na upadek komunizmu oraz na transformację należałoby znaleźć odpowiedź na kilka otwartych jeszcze kwestii.

Czy w ogóle można mówić o wkładzie PMOC jako całości, czy też tylko o jego poszczególnych podmiotach? Wydaje się, że wymieniona konstrukcja miała zastosowanie w latach siedemdziesiątych i ewentualnie do drugiej połowy lat osiemdziesiątych, kiedy to nastąpiła transformacja w „Solidarności” na rzecz „działania odgórnego”. Walkę o państwo prowadziły już omawiane ugrupowania osobno, odchodząc stopniowo od kooperacji z masowym ruchem, nieraz programowo, jak WZZ, czy RMP.

Czy można rzutować wiedzę o współczesności na działalność z przeszłości, czyli patrzeć na zjawisko przez pryzmat negatywnego dla opozycji gdańskiej testu braku zaadaptowania się do sytuacji w transformacji? Prawie wszystkie ugrupowania bądź rozwiązały się (jak WZZ, czy RMP), bądź też rozpłynęły w innych formacjach (np. liberałowie w Unii Wolności). Lech Wałęsa, legendarny przywódca stracił ogromny kapitał zaufania jaki posiadał jeszcze za czasów prezydentury. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie osiągnęło wiele w ramach reform samorządowych na Pomorzu, ale jak wynika z kontaktów i publikacji nie brakuje tam frustracji wobec, ich zdaniem, niespełnionych aspiracji na rzecz autonomizacji regionu. Ogólnie można powiedzieć, że opozycja gdańska nie wytrzymała konkurencji z opozycją warszawską, a wiara w „gdański desant” pozostała jedynie jako pocieszenie. Przede wszystkim nie udało się jej zintegrować w ramach AWS-u , ani zmienić w nim przywództwa, większość uznanych ludzi opozycji to „wolni strzelcy” poza ścisłą polityką.

Jednakże są także aktywa. Zaliczyłbym do nich obok historycznego wkładu „Solidarności” do ruchów wolnościowych w skali świata, utrzymanie związku zawodowego NSZZ „Solidarność”, jako znaczącej siły społecznej w dzisiejszych realiach. Niewątpliwie można mówić o pewnych sukcesach liberałów w ich wkładzie do gospodarki, oraz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w reformie samorządowej. Znaczącym sukcesem pozostaje zasilenie klasy politycznej poprzez poszerzenie jej i otwarcie na perspektywę prawicową, tak na poziomie ogólnopolskim, jak i samorządowym.

Najistotniejszą kwestią jest ideowe przesłanie. Obserwując zachowania ludzi opozycji odnoszę wrażenie, że chyba nie do końca i nie wszyscy uświadamiają sobie, że dziedzictwo „Solidarności” stanowi nie tyle alternatywę dla rozwoju myśli liberalnej, co dla innej tradycji komunistycznej ugruntowanej przez dziedzictwo PRL-u, blisko półwiecznej proweniencji lewicowej – czy to w wersji postkomunistycznej, czy socjaldemokratycznej (skażonej relatywizmem).

Przed laty, w czasie dyskusji na temat opozycji gdańskiej, usiłowaliśmy ustosunkować się do mitu, który postrzegana jest inaczej przez historyków, jako zdeformowana wiedza wymagająca korekty, a inaczej w perspektywie socjologów , ze względu na zapotrzebowanie nań, oraz funkcję jaką odgrywa mit w aspekcie zachowań i dążeń grupowych. W tamtym czasie, w wystąpieniu Lecha Mażewskiego, pojawiła się nawet myśl, że mit PMOC może stać się źródłem tożsamości dla współczesnych Gdańszczan. Wydaje się, że nieporównanie bardziej nośnym mitem pozostaje mit Solidarności, jak można sądzić, ma on szansę wcielać się w realne kształty życia społeczeństwa i narodu, stąd poruszony wcześniej problem walki o dziedzictwo.

Źródło: tekst ukazał się pierwotnie na stronie dorzeczy.pl

Wczytuję ocenę...


OTO WIZJA PATRYKA JAKIEGO DLA WARSZAWY. ZOBACZ!
Wczytuję komentarze...
Najnowsze